zBLOGowani.pl

Majówka 2018 – Zakopane #3 – Hala Gąsienicowa

Zapraszam na kolejną część wspomnień z tegorocznej majówki. Trochę mnie nie było, z różnych powodów, ale wracam już do prowadzenia bloga. Temat przewodni na dziś – Hala Gąsienicowa, czyli następny cel mojego łazikowania po polskich Tatrach. Poprzednie części możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Kuźnice na start

Pierwotnie Hala Gąsienicowa miała być celem na środę, ale z uwagi na fakt, że pogoda w godzinach przedpołudniowych nie była zbyt dobra do łażenia po szlakach (padał deszcz), postanowiłem wycieczkę przełożyć na następny dzień, licząc, że przynajmniej rano nie będzie padać. Z resztą wg prognoz pogoda miała być w czwartek lepsza. Nie będę Was zanudzał opisywaniem, co robiłem w środę, bo uwierzcie mi, nie robiłem nic wartego uwiecznienia na blogu :). Skaczemy do przyszłości, do czwartku.

Z autobusu linii miejskiej wysiadłem na przystanku, przy rondzie Jana Pawła II, skąd pieszo, ruszyłem w stronę Kuźnic. Po kilkudziesięciu minutach spokojnego marszu, byłem na miejscu. Mimo dość wczesnej pory, było trochę turystów, którzy podobnie, jak ja, wyruszali na szlaki z Kuźnic. Jedni wyruszali szlakiem na Giewont, następni na Kasprowy Wierch, inni na Nosal, a pozostali, tak, jak ja wchodzili na szlak na Halę Gąsienicową.

hala gąsienicowa Kuźnice - widok na Nosal
Kuźnice – widok na Nosal

Z Kuźnic do Hali Gąsienicowej, można dojść dwoma szlakami, które krzyżują się na Przełęczy między Kopami. Do wyboru mamy szlak żółty, który wiedzie przez Dolinę Jaworzynkę lub szlak niebieski, który początkowo biegnie równolegle do szlaku zielonego na Nosal, by potem odbić w prawo przez Boczań i Skupniów Upłaz. Wybrałem szlak żółty, a wracać do Kuźnic postanowiłem szlakiem niebieskim.

Dolina Jaworzynka – czyli ostro pod górę

Początkowo szlak żółty jest dosyć łatwy i przyjemny. W nielicznych momentach trzeba pokonać niewielkie wzniesienia terenu, a przejście przez Polanę Jaworzynka to jak spacer po Krupówkach.

Dolina Jaworzynka, to wschodnie odgałęzienie Doliny Bystrej. W przesłości, tak, jak w innych dolinach tatrzańskich wypasano tutaj owce, o czym świadczą mijane po drodze cztery szałasy pasterskie. W dolinie wydobywano niegdyś także rudę żelaza. Jako ciekawostkę podam, iż w latach 1920-1930, istniała tutaj skocznia narciarska. Ostatni rekord należy do reprezentanta ówczesnej Czechosłowacji – Franciska Wende, który oddał skok na odległość 36 metrów.

Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynka hala gąsienicowa
Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynka
dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka – szlak początkowo jest łatwy i przyjemny

Im bliżej Przełęczy między Kopami, tym żółty szlak idzie bardziej w górę. Podchodzimy najpierw Długim Żlebem, a następnie Siodłową Percią. Pierwszy dłuższy postój zrobiłem sobie w miejscu, mniej więcej na wysokości 1300 m n. p. m., z widokiem na Kopę Magury, Jaworzyńską Przełęcz i Jaworzyńską Czubę, gdzie szlak skręca ostro w lewo.

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka – im dalej, tym wspinamy się coraz wyżej
siodłowa perć hala gąsienicowa
Siodłowa Perć – widok na Jaworzyńską Przełęcz i Jaworzyńską Czubę. Po lewo, poza kadrem, Kopa Magury

Kolejny etap, to mozolne podejście po kamieniach wśród drzew i kosodrzewiny, z widokiem na Giewont zza placami. Szedłem dziarsko pod górę, aż w końcu dotarłem do Przełęczy między Kopami.

Przełęcz między Kopami

Karczmisko, bo taka nazwa przełęczy niegdyś funkcjonowała (prawdopodobnie dlatego, że było to zawsze miejsce odpoczynku dla górali, górników i turystów, choć nigdy nie istniała w tym miejscu żadna karczma), znajduje się na wysokości 1499 m n.p.m., pomiędzy Wielką Królową Kopą a Małą Królową Kopą. Ciekawostką jest fakt, że Wielka Królowa Kopa jest niższa o 46 metry od Małej (kolejno 1531 m. n.p.m. i 1577 m n.p.m. – a tak naprawdę, to Wielka Królowa Kopa ma większą wysokość względną i jest masywniejsza).

Jak wspominałem wcześniej, krzyżują się tutaj szlaki niebieski i żółty, z tym, że niebieski biegnie dalej przez Halę Gąsienicową, Czarny Staw Gąsienicowy, przecina Orlą Perć, Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a kończy się przy schronisku PTTK “Morskie Oko”. Zaprawieni w tatrzańskich bojach mogą zrobić sobie niezłą wycieczkę. Ja się do nich, póki co, nie zaliczam i pewnie jeszcze długo nie będę, co nie zmienia faktu, że taki dłuższy trekking mnie korci. Szlak żółty kończy się w tym miejscu.

przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Drogowskazy na Przełęczy między Kopami
giewont przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Widok na Giewont z Przełęczy między Kopami

Na przełęczy można odpocząć na drewnianych balach bądź ławkach, a zbierając siły na dalszą wędrówkę podziwiać widoki.

Posiedziałem sobie dłuższą chwilę na przełęczy, odpocząłem, zrobiłem kilka zdjęć, aż w końcu ruszyłem dalej ku Hali Gąsienicowej, która była już coraz bliżej.

Hala Gąsienicowa

Maszerując od Przełęczy między Kopami, schodziłem stopniowo w dół. Z każdym moim krokiem, wyłaniał się widok na grań Orlej Perci. Po kilku chwilach stanąłem na Królowej Rówieńkach.

orla perć hala gąsienicowa
Im bliżej hali, tym bardziej otwierał się widok na Orlą Perć

Nazwa hali, pochodzi od góralskiego rodu Gąsieniców z Zakopanego, którzy w XVII wieku byli jej właścicielami. W przeszłości była to hala pasterska, jeden z większych ośrodków pasterskich w Tatrach. Nie zawsze halę nazywano “Gąsienicową”. Niegdyś zwana była Halą przy Stawach lub Halą Stawy, a wypasających tutaj owce nazywano “stawianami”. Halę, oprócz pasterzy owiec, odwiedzali także zbójnicy, a według podań Aleksander Kostka-Napierski werbował tutaj ochotników do powstania chłopskiego, które miało miejsce na Podhalu w dniach 14-24 czerwca 1651 roku.

Hala Gąsienicowa to typowa hala wysokogórska. Wśród rozrzuconych mniejszych i większych głazów rośnie kosodrzewina. Jest to też potężny węzeł szlaków turystycznych w Tatrach. Możemy wyruszyć stąd na Krzyżne, Zawrat czy Kasprowy Wierch.

Stojąc na Królowych Rówieńkach miałem jeszcze lepszy widok na Orlą Perć, a więc i szczyty: Kościelec i Mały Kościelec, Kozi Wierch, Granaty, Zamarłą Turnię czy Świnicę. Stoją tutaj również szałasy pasterskie.

orla perć królowe rówieńki hala gąsienicowa
Widok na Orlą Perć z Królowych Rówieniek
królowe rówieńki hala gąsienicowa
Królowe Rówieńki z widokiem na szczyty. Na bliższym planie “Betlejemka”

Po dłuższej chwili, kiedy uznałem, że napawanie się widokami osiągnęło w danym momencie wystarczający poziom, udałem się w stronę schroniska “Murowaniec” na małe co nieco (czytaj na szarlotkę). Po drodze mijając “Betlejemkę”, czyli Centralny Ośrodek Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu (na zdjęciu powyżej, na pierwszym planie).

Schronisko PTTK “Murowaniec”

“Murowianiec” powstał w latach 1921-1925, głównie dzięki staraniom Stanisława Osieckiego, prezesa Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i wicemarszałka Sejmu (w latach 1919-1922). Schronisko, według projektu Zdzisława Kalinowskiego i Karola Sicińskiego, wybudowane zostało siłami żołnierzy Wojska Polskiego. Uroczyste otwarcie miało miejsce w niedzielę, 12 lipca 1925 roku. Otwarcia dokonał Prezydent RP Stanisław Wojciechowski.

Na początku lat 50. XX wieku, dobudowano zachodnie skrzydło, przerobiono wnętrze budynku, powiększając schronisko do obecnych rozmiarów. Aktualnie “Murowaniec” zarządzany jest przez PTTK i posiada 120 miejsc noclegowych.

murowaniec schronisko pttk hala gąsienicowa
“Murowaniec” – schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej

Siedząc na ławce przed schroniskiem, pałaszując szarlotkę, po którą musiałem odstać swoje w dość długiej kolejce, zastanawiałem się nad następnym celem mojego trekkingu. Postanowiłem pójść nad Czarny Staw Gąsienicowy, który oddalony jest o około 30 minut marszu od “Murowańca”. Jak się potem okazało, nie dotarłem nad staw. Dlaczego? Po kolei.

szarlotka murowaniec pttk schronisko hala gąsienicowa
Szarlotka z “Murowańca”

Czarny Staw Gąsienicowy

Wyruszając spod schroniska, wróciłem na niebieski szlak. Przy drogowskazach skręciłem najpierw w prawo, potem odbiłem w lewo. Po drodze nad Czarny Staw Gąsienicowy, mijałem pozostałości po zimie, czyli miejscami mniejsze i większe ilości śniegu, który gdzieniegdzie roztapiając się tworzył spore kałuże. Dla mnie taka sytuacja była normalna, byłem na to przygotowany (choć nie miałem ze sobą raków), w końcu na wysokości 1500 m n.p.m. śnieg w maju to nic niezwykłego, tym bardziej wystarczy spojrzeć na szczyty i zobaczyć, że zima w wyższych partiach gór jeszcze nie dała za wygraną. Widziałem, że niektórzy “turyści” byli tym faktem mocno zaskoczeni. Szczególnie ci, którzy na nogach mieli obuwie bardziej nadające się na spacer po Równi Krupowej bądź Krupówkach, a nie na szlaki.

Dla przygotowanego turysty, szlak był miły i przyjemny. Wiedzie on po kamiennych płytach, a Orla Perć z każdym krokiem jest coraz bliżej, w dole przyjemnie szumi Czarny Potok Gąsienicowy.

szlak las hala gąsienicowa czarny staw gąsienicowy
Szlak miejscami był mokry od topniejącego śniegu. Wody było raz mniej raz więcej. Ale dla przygotowanego, w pełni myślącego turysty, to nie problem.
orla perć granaty zamarła turnia kozi wierch hala gąsienicowa
Z każdym krokiem szczyty coraz bliżej. Od lewej: Żółta Turnia, Granaty, Czarne Ściany, Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarła Turnia

Jednak, tak miło i przyjemnie było tylko do czasu.

W pewnym momencie szlak wznosi się. Tam czapa śniegu. Zszedłem na bok, by nie tarasować przejścia, a ludzi zmierzających nad Czarny Staw Gąsienicowy trochę było. Zacząłem zastanawiać czy warto zaryzykować i przejść ten odcinek bez raków na butach, których nie miałem, bo nie planowałem chodzenia po szlakach z dużą ilością śniegu. Stwierdziłem, że nie warto ryzykować zdrowia czy nawet życia, bo przecież mogę tu wrócić w innym terminie (np. letnim) lub gdy zaopatrzę się w odpowiedni sprzęt.

Stałem sobie, myślałem i obserwowałem innych. Pozostali nie mieli takiego dylematu jak ja, ślizgając się, niektórzy prawie już upadając szli dalej bądź wracali. Przeważnie w adidasach i trampkach. Dorośli w pojedynkę, mniejszych i większych grupach, rodzice z dziećmi (!). Przeszło obok mniej kilkadziesiąt osób. Zawrócić postanowiłem tylko ja, choć miałem na nogach buty z odpowiednią podeszwą, nieprzemakalne, to zdecydowałem się nie podejmować ryzyka.

śnieg hala gąsienicowa turyści
Mimo że miałem na nogach odpowiednie buty, to i tak bez raków nie zdecydowałem się iść dalej. Wolałem zawrócić niż ryzykować kontuzję. Oby tylko kontuzję.

Wróciłem zatem na Halę Gąsienicową, gdzie rozłożyłem się na trawie i dłuższą chwilę podziwiałem góry. Potem zmieniłem miejscówkę, usiadłem pod jednym z szałasów i znowu spędziłem kilka długich minut na patrzeniu przed siebie. Wynikiem tego mojego siedzenia i patrzenia są dwie poniższe panoramy. Kliknijcie na zdjęcie, aby otworzyło się większe.

panorama hala gąsienicowa góry szczyty
Panorama Hala Gąsienicowa i okoliczne szczyty
hala gąsienicowa panorama
Druga panorama, tym razem wykonana sprzed szałasu, który widać na pierwszej panoramie

Misiek

W końcu zebrałem się do drogi powrotnej. Jak już wspominałem wyżej, postanowiłem wracać cały czas niebieskim szlakiem, więc będąc drugi raz tego dnia na Przełęczy między Kopami, skierowałem swe kroki na Skupniów Upłaz, którego grzbiet przekroczyłem w niewielkim siodełku, nazywanym Diabełkiem. Otwiera się stąd widok na Dolinę Jaworzynkę, a w oddali widać Giewont.

skupniów upłaz przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Widok na Skupniów Upłaz z Przęłęczy między Kopami
skupniów upłaz hala gąsienicowa
Rozpoczynam zejście przez Skupniów Upłaz, w oddali, po lewej stronie kadru widać Nosal
dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka widziana z góry
skupniów upłaz hala gąsienicowa
Wybierając wejście/zejście przez Skupniów Upłaz mamy lepsze widoki i łagodniejsze nachylenie terenu

Szlak biegnie łagodnie w dół, poniżej linii grzbietu Skupniowego Upłazu, po lewej ręce mamy niewielkie wychodnie dolomitów. Chwilę potem wszedłem w las, widoki się skończyły, minąłem tzw. Czerwone Glinki – ziemia za sprawą związków żelaza, gdzieniegdzie przybiera bordowy kolor, doszedłem do grzbietu Boczania, skąd kiedyś rozpościerał się widok na Kalatówki i Giewont, ale teraz dojścia do punktów widokowych są zarośnięte i zagrodzone. Las ciągnął się po obu stronach, a szlak zrobił się bardziej stromy. W pewnym momencie, zapanowało poruszenie wśród ludzi, którzy schodzili do Kuźnic przede mną. Okazało się, że na prawo od nas, chodzi po zboczu niedźwiedź. Na moje oko, młody jeszcze osobnik. Choć widziałem go z pewnej odległości, chodził wśród krzaków, więc moja ocena, co do wieku drapieżnika może być błędna. Niektórzy byli blisko wpadnięcia w panikę, a to ostatnia rzecz, której chciałem w danej chwili. Jeśli był to młody niedźwiedź, to w pobliżu mogła być matka, a gdyby poczuła zagrożenie, to mogło zrobić się nieciekawie.

Jak zachować się w takiej sytuacji? Jeśli spotkasz miśka na swojej w drodze, tak, jak ja, czyli chodzi sobie on w pewnej odległości, nie zdążył jeszcze Ciebie zobaczyć, nie wpadaj w panikę, nie krzycz i zaczynaj biec. Nie zbliżaj się do niego, choć akurat mnie korciło, żeby zmienić obiektyw z kita na tele i zrobić choć jedno zdjęcie, ale w końcu po raz drugi tego dnia rozsądek wziął górę nad emocjami. Spokojnie odejdź w przeciwnym kierunku. Miałem to szczęście, że misiek szedł raczej w kierunku Przełęczy między Kopami, więc mogłem kontynuować schodzenie do Kuźnic.

Po nieoczekiwanym spotkaniu z niedźwiedziem, dalsza wędrówka przebiegła już bez niespodzianek. Napotykanych po drodze turystów, informowaliśmy o niedźwiedziu na szlaku. Doszedłem w końcu do Kuźnic. Posiedziałem trochę na murku przy potoku, po czym poszedłem na obiad i wróciłem do mojego pensjonatu.

Poniżej mapka z trekkingu. W następnym tygodniu, spodziewajcie się kolejnego wpisu z gór.

Cześć! Nazywam się Przemek. Mam 32 lata. Zawodowo zajmuję się projektowaniem stron i sklepów internetowych. Lubię swoją pracę, ale moimi największymi pasjami są: podróżowanie oraz fotografia przyrodnicza.

Zainteresowanie podróżami wykazywałem już w dzieciństwie, kiedy to znikałem na całe dnie i włóczyłem się po zabytkowej twierdzy modlińskiej, gdzie się z resztą wychowałem.